Jagged Alliance 2: Unfinished Business
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jagged Alliance 2: Unfinished Business

Po dosyć sporym sukcesie Jagged Alliance 2, firma Sir-Tech nie spoczęła na laurach, pracując intensywnie nad dodatkiem do tego fenomenalnego tytułu, dodatkiem, który na dniach ma ukazać się w polskiej wersji językowej za sprawą CD-Projektu.
Jagged Alliance2: Unfinished Business rozpoczyna się niemal dokładnie w momencie pokonania królowej Deidranny, rządzącej żelazną ręką w bananowej republice Arulco. Okazuje się jednak, że pokonanie tyranki nie oznacza końca kłopotów dla małego, ale bardzo bogatego w zasoby naturalne kraiku. Korporacja Ricci Mining, do niedawna (a konkretnie do naszej akcji) posiadająca monopol na wydobycie szlachetnych kruszców w Arulco, nie może pogodzić się z klęską i postanawia zaszantażować nowo powołany rząd republiki. W sąsiadującej z Arulco Traconie montuje wyrzutnię rakiet i w ramach demonstracji siły równa z ziemią jedno z miasteczek. Mieszkańcy Arulco są zastraszeni, zastanawiają się wręcz nad poddaniem kraju korporacji górniczej, ale na szczęście Ty, graczu, zbawco niewinnego ludu, wciąż jeszcze nie opuściłeś Arulco… Enrico Chivaldori, zleceniodawca odbicia Arulco z rąk Deidranny ma dla ciebie nowe zadanie – masz wsiąść do helikoptera, polecieć do Tracony i zniszczyć wyrzutnię rakiet. Proste? Nie do końca…
Autorzy w dodatku do JA2 (czy raczej w trzeciej części gry, ponieważ Unfinished Business oryginalnego JA2 nie wymaga) postanowili nieco inaczej zdefiniować rozgrywkę. W poprzedniej części zarówno nasi najemnicy jak i wrogowie dysponowali z początku jedynie słabiuteńkimi pistolecikami; obecnie każdy z nich już na samym starcie posiada potężną, dalekosiężną giwerę – już podczas walki o drugi sektor w Traconie zdobywamy karabin snajperski z tłumikiem i celownikiem optycznym! Trudno powiedzieć, czy ułatwia to grę, czy też ją utrudnia -wprawdzie strzelanie z broni większego kalibru sprawia zdecydowanie większą przyjemność niż z maleńkich pistoletów, z drugiej strony jednak gdy wrogowie dysponują taką samą (a często lepszą) technologią, gra może stać się naprawdę trudna…
Aby jednak gracz nie zniechęcił się zbyt szybko wymianami ognia na dużą odległość, zdecydowanie uproszczono doskonale znaną ekonomiczną stronę rozgrywki. W UB nie będziemy zarabiać pieniędzy w sposób, jaki znamy z JA2 , czyli wydobywając i sprzedając złoża naturalne – tu tylko co jakiś czas będziemy znajdować określoną sumę pieniędzy, często finansowo wspomogą nas nasi wrogowie. W związku z tym rozwiązaniem przypływ pieniędzy do kasy jest bardzo niestały – a co za tym idzie najemnicy nie pobierają już pensji za określony okres czasu, płacimy im ‚z góry’ za pozostanie z nami aż do końca akcji (czyli skończenia gry). Bardzo zmartwiło mnie takie rozwiązanie, jako że doskonale pamiętam swoje zdenerwowanie w JA2, gdy któremuś z najemników kończył się kontrakt w najmniej odpowiednim momencie, a ja musiałem kombinować skąd wziąć kasę na nowego żołnierza, ewentualnie jak wykonać zadanie mniejszą ilością ludzi… W UB takiego kombinowania nie ma, szczególnie na początku, kiedy to nie działa nasz laptop i aż do odbicia miejscowości Varrez skazani jesteśmy na pierwotny skład.
Teren działania w UB jest również dużo mniejszy niż w JA2 – w Arulco znajduje się w zasadzie jedno miasto, plus kilometry podziemi, którymi będzie nam dane przebijać się aż do wyrzutni rakiet. Gra nie jest zbyt długa, ale za to piekielnie emocjonująca – szczególnie dlatego, iż twórcy dodali do niej tryb ‚Iron man’ polegający na zakazie save’owania podczas walki. Ta cecha powoduje dodatkowy przypływ adrenaliny do krwi, a tej (zarówno adrenaliny, jak i krwi) będziemy mieli podczas walk naprawdę mnóstwo. Pierwszą rzeczą, która rzuca się po wejściu do dowolnego sektora przejętego przez wroga, to jego koszmarnie wielka przewaga liczebna. W pierwszym sektorze do pokonania mamy 7 żołnierzy, w drugim już kilkunastu, dodatkowo skutecznie zabarykadowanych w strażnicy… Pomimo pozornego uproszczenia względem JA2, w UB trzeba dużo bardziej kombinować i dużo lepiej ustawiać swój skład względem pozycji wroga – tu bardzo wiele zależy od pierwszego strzału i od zwabienia przeciwnika w pułapkę – często doskonale zaplanowana akcja może zakończyć się tragicznie, gdy któryś z wrogich najemników zajdzie naszą dzielną drużynę od tyłu… W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak zemlenie w ustach przekleństwa i rozpoczęcie danego sektora od nowa…
Graficznie UB nie odbiega od JA2, dodano jedynie dwie nowe cechy zdecydowanie ułatwiające rozgrywkę – obecnie możemy sprawdzić, które miejsca najlepiej nadają się do ukrycia względem konkretnego przeciwnika – brzmi to bardzo skomplikowanie, ale po prostu naciśnijcie klawisz DEL podczas gry, a zobaczycie o co mi chodzi.
Muzycznie nie zmieniło się nic – nadal stare, dobre utwory w identycznej aranżacji jak w JA2 – tu autorzy mogli się naprawdę troszkę bardziej postarać.
Generalnie uważam JA2: UB za doskonale rokującą pozycję, obowiązkową dla każdego maniaka turowych gier taktycznych w stylu UFO czy Incubation. Co więcej – jeśli zamierzacie grać w Fallout Tactics, to trening w Unfinished Business bardzo wam się przyda…